Ludzie mówią - "czas to pieniądz". Ja mówię inaczej - "czas to miłość". Pieniądz jest znikomy, a miłość trwa. Kardynał Stefan Wyszyński
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrowienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrowienie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 lutego 2019
dr Mary Healy - Forum Charyzmatyczne luty 2019
1 konf. Czekajcie na obietnicę ojca - dr Mary Healy
2. Uwielbienie – Marcin Zielińśki i o. Remi Recław SJ
Dalsze części w Playliście https://www.youtube.com/playlist?list=PLNCZDi-RY4iHdgFszsaYOwiiOjHYsRpQr
środa, 4 października 2017
Dotyk Boga - świadectwo uzdrowienia i modlitwa za oglądających
Bóg uzdrawia trzustkę i wątrobę - ciebie też Bóg może uzdrowić!
środa, 19 lipca 2017
s. Briege McKenna - o sobie, o posłudze uzdrawiania i Eucharystii
s. Briege McKenna OSC
Autor: s. Briege McKenna OSC

s. Briege McKenna
UZDROWIENIE
Do zakonu wstąpiłam przed ukończeniem 15. roku życia, a śluby złożyłam, gdy miałam 16 lat. W ciągu pierwszego roku po złożeniu ślubów, zaczęłam odczuwać dotkliwy ból w dłoniach i stopach. Ponieważ miałam dopiero 17 lat, lekarze powiedzieli moim przełożonym, że bóle te są prawdopodobnie spowodowane wzrostem organizmu. Stawiano mi wiele diagnoz, ale w końcu dowiedziałam się, że stanę się kaleką z powodu reumatoidalnego zapalenia stawów i w wieku 23 lat będę musiała poruszać się na wózku inwalidzkim.
Nigdy nie prosiłam Boga o to, abym została uzdrowiona, ponieważ nie wierzyłam, że to może się wydarzyć. Traktowałam moje cierpienie jako krzyż. Wkrótce potem zostałam oddelegowana do naszego domu w USA, z nadzieją, że ciepłe słońce Florydy mi pomoże, jednak tam stan mojego zdrowia jeszcze się pogorszył.
Pojechałam kiedyś na rekolekcje. Były wspaniałe, ponieważ prowadzący je ksiądz był bardzo otwarty na działanie Ducha Świętego. Myślę, że głód, który panował wtedy w moim sercu, nie był głodem uzyskania uzdrowienia fizycznego. Wiedziałam i wiem to teraz, że moc Ducha Świętego jest przeznaczona dla każdego. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że kiedy otworzy się swoje życie na działanie Ducha Świętego, to wszystko ulega zmianie. Przede wszystkim wiara staje się żywa.
W czasie tych rekolekcji ksiądz mówił o mocy Ducha Świętego. Jako siostra zakonna miałam wielkie pragnienie poznania Jezusa oraz otrzymania mocnej wiary. Wiedziałam, że jeżeli oddam Jezusowi całe moje życie, to wtedy będę umiała mówić o Nim i zachowywać się tak, jak ktoś zakochany w Nim. Podczas tych rekolekcji ksiądz zachęcił nas, abyśmy poprosili Pana Jezusa o cokolwiek chcemy. Zamknęłam oczy, a zaraz potem usłyszałam głos, który mówił: Briege, szukaj Mnie!
Zrozumiałam, że to oznacza: Nie oczekuj na to, że to ludzie zmienią twoje życie, bo ludzie są tylko kanałami, którymi przepływa miłość Boża. To, co może nas zmienić, to miłość i łaska od Boga. Więc kiedy tak stałam z zamkniętymi oczami, powiedziałam: Panie Jezu, proszę, pomóż mi. W tym momencie poczułam rękę, którą ktoś mi położył na głowie. Ponieważ miałam zamknięte oczy, pomyślałam, że to ksiądz podszedł do mnie (jak się później okazało – nadal stał w oddaleniu). Nieoczekiwanie odczułam, że moc przepłynęła przez całe moje ciało i zdałam sobie sprawę, że moje stopy i dłonie, zdeformowane z powodu choroby, wyprostowały się. Zostałam uzdrowiona! Jezus mnie uleczył. Podskoczyłam i zaczęłam krzyczeć: Jezu, ja wierzę, że Ty tutaj jesteś! Wierzę w Ciebie! Siedzący obok mnie pan, popatrzył na mnie i zapytał: Czy siostra dobrze się czuje? A ja na to: Ja się czuję wspaniale!
Wyobraźcie sobie banana, który jest czarny na zewnątrz, ale gdy się go obierze ze skórki, to można zobaczyć w środku biały owoc. Ja poczułam się wtedy tak, jakby ktoś mnie obrał ze skórki! Poczułam, że moje ciało jest nowe. Otworzyły się moje duchowe oczy. Zdałam sobie sprawę z tego, co było ze mną „nie tak” przed uzdrowieniem. Wiele wiedziałam o Jezusie, podobnie jak Apostołowie przed zesłaniem Ducha Świętego, którzy przebywali z Panem, widzieli cuda, słuchali nauk, tym niemniej byli pełni strachu i obaw. Kiedy przyszedł dzień Pięćdziesiątnicy, zostali przemienieni (tak bardzo, że ludzie sądzili, że są pijani). Jezus wiedział, że sami z siebie nie byliby w stanie zanieść Dobrej Nowiny światu. Wiedział również, że ani ja, ani wy nic nie możecie zrobić sami z siebie. Różnica pomiędzy tym, co było przed i po zesłaniu Ducha Świętego polega na tym, że później Apostołowie byli już przekonani, że Jezus jest Bogiem.
W Ameryce pewien ksiądz pięknie wytłumaczył, co to jest chrzest w Duchu Świętym. Użył przykładu: jeżeli się weźmie czekoladę w proszku, wsypie ją do filiżanki a potem doleje mleka, należy wszystko razem zamieszać. Wszyscy posiadamy Ducha Świętego, ale potrzebujemy takiego „zamieszania”, aby Jego moc mogła przepłynąć przez każdą część naszego „ja”.
POSŁUGA
Wkrótce po tym, co mi się przydarzyło, sama zaczęłam służyć modlitwą o uzdrowienie. Pamiętam, że byłam mocno tym przejęta, ponieważ często ludzie patrzyli się na mnie, chcieli mnie dotknąć, a kiedy otrzymywali uzdrowienie – zaczynałam się obawiać, że stanę się dla nich bożkiem. W ciągu pierwszego roku posługiwania modlitwą zobaczyłam wiele cudów. Błagałam Pana Jezusa: Jezu daj mi łaskę, abym wiedziała, jak ludzi przyciągnąć do Ciebie, a nie do siebie. Pomóż mi tak jak Maryi, abym mogła wszystkich ludzi kierować do Ciebie. I Pan dał mi wspaniałe doświadczenie, poprzez które nauczył mnie, jak przyciągać ludzi do Niego i jak pozwolić im doświadczać uzdrowienia.
Kiedyś zostałam zaproszona do Meksyku. Pewien ksiądz zapytał mnie: Siostro Briege, czy mogłaby siostra po mszy pomodlić się razem z ludźmi, którzy mieszkają na wysypiskach? Pojechaliśmy tam, obok ogromnego wysypiska śmieci zebrały się tysiące biednych ludzi. Wszyscy oczekiwali już nas i przygotowywali się do mszy, ustawili też mały stolik, który miał być ołtarzem. Tuż przed rozpoczęciem Eucharystii stara Indianka przebiła się przez tłum, niosąc jakieś zawiniątko. Kiedy zobaczyłam ją podchodzącą, pomyślałam, że niesie do ołtarza jakąś ofiarę. Gdy rozwinęła to zawiniątko – okazało się, że był to malutki chłopczyk, którego całe ciało było poparzone i brudne. Wskutek niesienia jego skóra miejscami była zdarta do żywego ciała. Chłopiec strasznie płakał z bólu. Kobieta nie wiedziała kim ja jestem, więc spojrzała na księdza i prosząco powiedziała do niego: Ojcze, znalazłam to dziecko na palącej się kupie śmieci. Nie wiem czyje ono jest, ale proszę, czy mógłby ojciec coś dla niego zrobić? Pomyślałam, że nie mamy żadnego lekarstwa, które moglibyśmy położyć na jego oparzenia. Odmówiliśmy nad nim krótką modlitwę, a następnie ojciec powiedział do tej kobiety, aby położyła dziecko pod stołem, i rozpoczął mszę.
Ta Eucharystia zmieniła całe moje życie. Kiedy ojciec powiedział do zebranych: Chcę, byście teraz wielbili Boga i dziękowali Mu za dobroć, jaką wam okazuje (a byli to ludzie, którzy materialnie nie posiadali nic, mieszkali na wysypiskach i oczywiste było, że wielu z nich było bardzo głodnych) –podnieśli ręce, zaczęli wielbić Boga i dziękować Mu. Usłyszałam w sercu, jak Jezus mówi: Ja nie wzywam ludzi do tego, aby wielbili mnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Ja wzywam mój lud, by wielbił i dziękował Mi we wszystkich okolicznościach. A kiedy mój lud nie będzie Mnie wielbił, wtedy kamienie głosić będą moją chwałę. Te słowa są też zapisane w Piśmie Świętym. Podczas konsekracji, w czasie mszy świętej kapłan wzywa Ducha Świętego, aby zstąpił na chleb i wino tak, aby zostały uświęcone i stały się prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa. I kiedy trzymając w ręku hostię mówi: To jest Ciało moje, a nad kielichem: To jest moja Krew – to i wy, i ja wiemy, co się wtedy dzieje. Chleb i wino ulegają przemianie, a Duch Święty, działając poprzez osobę kapłana, sprawia największy, najwspanialszy cud. Gdy Duch Święty zstąpił na Maryję – w tym momencie poczęła Jezusa w swoim łonie. Z takim samym podziwem musimy spojrzeć na moment konsekracji, równie wielki cud jest wtedy dokonywany.
Kiedy kapłan w czasie tamtej mszy św. wypowiadał słowa konsekracji, zamknęłam oczy i spuściłam głowę. Gdy ojciec podniósł do góry hostię – otworzyłam oczy, aby na nią spojrzeć. Zobaczyłam wtedy, że wszyscy obecni leżą w pokłonie, dotykając czołami ziemi. W jednym momencie wszystkie twarze uniosły się, ludzie podnieśli ręce, ich wzrok utkwiony był w hostii. Wszyscy wypowiedzieli słowa: Niech żyje Jezus, nasz Król. Kiedy spojrzałam na ich twarze – zdałam sobie sprawę, że ci biedni ludzie wiedzieli, że to jest Jezus. Nie mieli świątyni, nie mieli pięknej muzyki, nie mieli nic, poza wysypiskiem śmieci – ale mieli księdza namaszczonego mocą, która umożliwiała mu ukazanie, że Jezus jest z nimi obecny.
Pod koniec mszy chciałam zobaczyć tego małego chłopca, ale pod ołtarzem go nie było. Podeszłam więc do kobiety, która go przyniosła i spytałam: Gdzie on jest? A ona z pięknym uśmiechem na twarzy odpowiedziała: Siostro, on jest tam. Bawi się. Spojrzałam na chłopca i zobaczyłam, że jest całkiem zdrowy. Zapytałam: Co mu się stało? Możecie sobie wyobrazić jej zdziwienie. Popatrzyła na mnie i powiedziała: Co siostra ma na myśli, pytając, co mu się stało? Przecież Jezus przyszedł.
Kiedy chleb i wino przemieniły się w Ciało i Krew Chrystusa, to cud, który dokonał się poprzez ręce księdza na ołtarzu, został jakby „powielony” pod ołtarzem...
Tego dnia spędziłam osiem godzin na wysypisku śmieci i nie mogłam się nadziwić temu, co zobaczyłam przedtem. Wróciłam do Stanów Zjednoczonych, ale w nocy nie mogłam spać. Czułam jakiś niepokój duchowy. Około trzeciej nad ranem wstałam, uklękłam z boku łóżka i powiedziałam: Jezu, co Ty próbujesz mi powiedzieć? Przecież zostałam wychowana w katolickim kraju – w Irlandii, na msze święte chodziłam od dzieciństwa, a od 12 roku życia codziennie przyjmowałam Komunię, ale nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. A Pan powiedział: Ty Mnie prosisz, abym cię pouczył, jak przyprowadzać ludzi do mnie. Zaprowadziłem cię do biednych i pozwoliłem ci zobaczyć, co się dzieje wtedy, kiedy ludzie wierzą w moją obecność. Dzisiaj wielu jest ludzi, którzy rozglądają się w poszukiwaniu znaków i cudów. Wiele osób będzie za tobą chodzić w poszukiwaniu uzdrowienia, ale oni mnie nie rozpoznają na ołtarzu. Ja chcę, abyś ty poszła w świat i mówiła ludziom o mojej mocy, jaka jest w Eucharystii. Chcę, abyś mówiła im, by przychodzili i spotykali się ze Mną w Eucharystii, a Ja ich uleczę. Uwolnię ich od ich zniewoleń i obdaruję życiem, które przekracza wszelkie możliwości wyobrażenia.
Przez ostatnie 23 lata wraz z ojcem Kevinem podróżowałam po całym świecie. Podczas tych wizyt – czy to przez telewizję, czy bezpośrednio do ludzi – mówiłam o mocy Eucharystii i widziałam cuda. W Kościele katolickim mamy złożony wspaniały dar. Czy należy się więc temu dziwić, że szatan najbardziej atakuje kapłaństwo i Eucharystię? I że nasi biskupi są atakowani najbardziej przez tych, którzy atakują naszą wiarę? A wszystko po to, aby odciągnąć nas od Jezusa. Czego powinniśmy się spodziewać od Jezusa? Ojciec Kevin i ja chcemy modlić się o wasze uzdrowienie podczas dzisiejszej Eucharystii. Pomimo tego, że jest tu wiele osób, Jezus nie widzi tłumów. Każdego z was widzi pojedynczo. My nie znamy waszych chorób, waszego bólu. Nikt z nas nie wie, co jest waszym osobistym doświadczeniem, przez co przechodzicie właśnie teraz. Ale Jezus będzie patrzył na was i jedyne, czego od was pragnie i żąda – to tego, co miała kobieta, która dotknęła rąbka Jego szaty. Pragnie od nas żywej wiary i nadziei.
S. Briege McKenna OSC
Do zakonu wstąpiłam przed ukończeniem 15. roku życia, a śluby złożyłam, gdy miałam 16 lat. W ciągu pierwszego roku po złożeniu ślubów, zaczęłam odczuwać dotkliwy ból w dłoniach i stopach. Ponieważ miałam dopiero 17 lat, lekarze powiedzieli moim przełożonym, że bóle te są prawdopodobnie spowodowane wzrostem organizmu. Stawiano mi wiele diagnoz, ale w końcu dowiedziałam się, że stanę się kaleką z powodu reumatoidalnego zapalenia stawów i w wieku 23 lat będę musiała poruszać się na wózku inwalidzkim.
Nigdy nie prosiłam Boga o to, abym została uzdrowiona, ponieważ nie wierzyłam, że to może się wydarzyć. Traktowałam moje cierpienie jako krzyż. Wkrótce potem zostałam oddelegowana do naszego domu w USA, z nadzieją, że ciepłe słońce Florydy mi pomoże, jednak tam stan mojego zdrowia jeszcze się pogorszył.
Pojechałam kiedyś na rekolekcje. Były wspaniałe, ponieważ prowadzący je ksiądz był bardzo otwarty na działanie Ducha Świętego. Myślę, że głód, który panował wtedy w moim sercu, nie był głodem uzyskania uzdrowienia fizycznego. Wiedziałam i wiem to teraz, że moc Ducha Świętego jest przeznaczona dla każdego. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że kiedy otworzy się swoje życie na działanie Ducha Świętego, to wszystko ulega zmianie. Przede wszystkim wiara staje się żywa.
W czasie tych rekolekcji ksiądz mówił o mocy Ducha Świętego. Jako siostra zakonna miałam wielkie pragnienie poznania Jezusa oraz otrzymania mocnej wiary. Wiedziałam, że jeżeli oddam Jezusowi całe moje życie, to wtedy będę umiała mówić o Nim i zachowywać się tak, jak ktoś zakochany w Nim. Podczas tych rekolekcji ksiądz zachęcił nas, abyśmy poprosili Pana Jezusa o cokolwiek chcemy. Zamknęłam oczy, a zaraz potem usłyszałam głos, który mówił: Briege, szukaj Mnie!
Zrozumiałam, że to oznacza: Nie oczekuj na to, że to ludzie zmienią twoje życie, bo ludzie są tylko kanałami, którymi przepływa miłość Boża. To, co może nas zmienić, to miłość i łaska od Boga. Więc kiedy tak stałam z zamkniętymi oczami, powiedziałam: Panie Jezu, proszę, pomóż mi. W tym momencie poczułam rękę, którą ktoś mi położył na głowie. Ponieważ miałam zamknięte oczy, pomyślałam, że to ksiądz podszedł do mnie (jak się później okazało – nadal stał w oddaleniu). Nieoczekiwanie odczułam, że moc przepłynęła przez całe moje ciało i zdałam sobie sprawę, że moje stopy i dłonie, zdeformowane z powodu choroby, wyprostowały się. Zostałam uzdrowiona! Jezus mnie uleczył. Podskoczyłam i zaczęłam krzyczeć: Jezu, ja wierzę, że Ty tutaj jesteś! Wierzę w Ciebie! Siedzący obok mnie pan, popatrzył na mnie i zapytał: Czy siostra dobrze się czuje? A ja na to: Ja się czuję wspaniale!
Wyobraźcie sobie banana, który jest czarny na zewnątrz, ale gdy się go obierze ze skórki, to można zobaczyć w środku biały owoc. Ja poczułam się wtedy tak, jakby ktoś mnie obrał ze skórki! Poczułam, że moje ciało jest nowe. Otworzyły się moje duchowe oczy. Zdałam sobie sprawę z tego, co było ze mną „nie tak” przed uzdrowieniem. Wiele wiedziałam o Jezusie, podobnie jak Apostołowie przed zesłaniem Ducha Świętego, którzy przebywali z Panem, widzieli cuda, słuchali nauk, tym niemniej byli pełni strachu i obaw. Kiedy przyszedł dzień Pięćdziesiątnicy, zostali przemienieni (tak bardzo, że ludzie sądzili, że są pijani). Jezus wiedział, że sami z siebie nie byliby w stanie zanieść Dobrej Nowiny światu. Wiedział również, że ani ja, ani wy nic nie możecie zrobić sami z siebie. Różnica pomiędzy tym, co było przed i po zesłaniu Ducha Świętego polega na tym, że później Apostołowie byli już przekonani, że Jezus jest Bogiem.
W Ameryce pewien ksiądz pięknie wytłumaczył, co to jest chrzest w Duchu Świętym. Użył przykładu: jeżeli się weźmie czekoladę w proszku, wsypie ją do filiżanki a potem doleje mleka, należy wszystko razem zamieszać. Wszyscy posiadamy Ducha Świętego, ale potrzebujemy takiego „zamieszania”, aby Jego moc mogła przepłynąć przez każdą część naszego „ja”.
POSŁUGAWkrótce po tym, co mi się przydarzyło, sama zaczęłam służyć modlitwą o uzdrowienie. Pamiętam, że byłam mocno tym przejęta, ponieważ często ludzie patrzyli się na mnie, chcieli mnie dotknąć, a kiedy otrzymywali uzdrowienie – zaczynałam się obawiać, że stanę się dla nich bożkiem. W ciągu pierwszego roku posługiwania modlitwą zobaczyłam wiele cudów. Błagałam Pana Jezusa: Jezu daj mi łaskę, abym wiedziała, jak ludzi przyciągnąć do Ciebie, a nie do siebie. Pomóż mi tak jak Maryi, abym mogła wszystkich ludzi kierować do Ciebie. I Pan dał mi wspaniałe doświadczenie, poprzez które nauczył mnie, jak przyciągać ludzi do Niego i jak pozwolić im doświadczać uzdrowienia.
Kiedyś zostałam zaproszona do Meksyku. Pewien ksiądz zapytał mnie: Siostro Briege, czy mogłaby siostra po mszy pomodlić się razem z ludźmi, którzy mieszkają na wysypiskach? Pojechaliśmy tam, obok ogromnego wysypiska śmieci zebrały się tysiące biednych ludzi. Wszyscy oczekiwali już nas i przygotowywali się do mszy, ustawili też mały stolik, który miał być ołtarzem. Tuż przed rozpoczęciem Eucharystii stara Indianka przebiła się przez tłum, niosąc jakieś zawiniątko. Kiedy zobaczyłam ją podchodzącą, pomyślałam, że niesie do ołtarza jakąś ofiarę. Gdy rozwinęła to zawiniątko – okazało się, że był to malutki chłopczyk, którego całe ciało było poparzone i brudne. Wskutek niesienia jego skóra miejscami była zdarta do żywego ciała. Chłopiec strasznie płakał z bólu. Kobieta nie wiedziała kim ja jestem, więc spojrzała na księdza i prosząco powiedziała do niego: Ojcze, znalazłam to dziecko na palącej się kupie śmieci. Nie wiem czyje ono jest, ale proszę, czy mógłby ojciec coś dla niego zrobić? Pomyślałam, że nie mamy żadnego lekarstwa, które moglibyśmy położyć na jego oparzenia. Odmówiliśmy nad nim krótką modlitwę, a następnie ojciec powiedział do tej kobiety, aby położyła dziecko pod stołem, i rozpoczął mszę.
Ta Eucharystia zmieniła całe moje życie. Kiedy ojciec powiedział do zebranych: Chcę, byście teraz wielbili Boga i dziękowali Mu za dobroć, jaką wam okazuje (a byli to ludzie, którzy materialnie nie posiadali nic, mieszkali na wysypiskach i oczywiste było, że wielu z nich było bardzo głodnych) –podnieśli ręce, zaczęli wielbić Boga i dziękować Mu. Usłyszałam w sercu, jak Jezus mówi: Ja nie wzywam ludzi do tego, aby wielbili mnie wtedy, gdy wszystko idzie dobrze. Ja wzywam mój lud, by wielbił i dziękował Mi we wszystkich okolicznościach. A kiedy mój lud nie będzie Mnie wielbił, wtedy kamienie głosić będą moją chwałę. Te słowa są też zapisane w Piśmie Świętym. Podczas konsekracji, w czasie mszy świętej kapłan wzywa Ducha Świętego, aby zstąpił na chleb i wino tak, aby zostały uświęcone i stały się prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa. I kiedy trzymając w ręku hostię mówi: To jest Ciało moje, a nad kielichem: To jest moja Krew – to i wy, i ja wiemy, co się wtedy dzieje. Chleb i wino ulegają przemianie, a Duch Święty, działając poprzez osobę kapłana, sprawia największy, najwspanialszy cud. Gdy Duch Święty zstąpił na Maryję – w tym momencie poczęła Jezusa w swoim łonie. Z takim samym podziwem musimy spojrzeć na moment konsekracji, równie wielki cud jest wtedy dokonywany.
Kiedy kapłan w czasie tamtej mszy św. wypowiadał słowa konsekracji, zamknęłam oczy i spuściłam głowę. Gdy ojciec podniósł do góry hostię – otworzyłam oczy, aby na nią spojrzeć. Zobaczyłam wtedy, że wszyscy obecni leżą w pokłonie, dotykając czołami ziemi. W jednym momencie wszystkie twarze uniosły się, ludzie podnieśli ręce, ich wzrok utkwiony był w hostii. Wszyscy wypowiedzieli słowa: Niech żyje Jezus, nasz Król. Kiedy spojrzałam na ich twarze – zdałam sobie sprawę, że ci biedni ludzie wiedzieli, że to jest Jezus. Nie mieli świątyni, nie mieli pięknej muzyki, nie mieli nic, poza wysypiskiem śmieci – ale mieli księdza namaszczonego mocą, która umożliwiała mu ukazanie, że Jezus jest z nimi obecny.
Pod koniec mszy chciałam zobaczyć tego małego chłopca, ale pod ołtarzem go nie było. Podeszłam więc do kobiety, która go przyniosła i spytałam: Gdzie on jest? A ona z pięknym uśmiechem na twarzy odpowiedziała: Siostro, on jest tam. Bawi się. Spojrzałam na chłopca i zobaczyłam, że jest całkiem zdrowy. Zapytałam: Co mu się stało? Możecie sobie wyobrazić jej zdziwienie. Popatrzyła na mnie i powiedziała: Co siostra ma na myśli, pytając, co mu się stało? Przecież Jezus przyszedł.
Kiedy chleb i wino przemieniły się w Ciało i Krew Chrystusa, to cud, który dokonał się poprzez ręce księdza na ołtarzu, został jakby „powielony” pod ołtarzem...
Tego dnia spędziłam osiem godzin na wysypisku śmieci i nie mogłam się nadziwić temu, co zobaczyłam przedtem. Wróciłam do Stanów Zjednoczonych, ale w nocy nie mogłam spać. Czułam jakiś niepokój duchowy. Około trzeciej nad ranem wstałam, uklękłam z boku łóżka i powiedziałam: Jezu, co Ty próbujesz mi powiedzieć? Przecież zostałam wychowana w katolickim kraju – w Irlandii, na msze święte chodziłam od dzieciństwa, a od 12 roku życia codziennie przyjmowałam Komunię, ale nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. A Pan powiedział: Ty Mnie prosisz, abym cię pouczył, jak przyprowadzać ludzi do mnie. Zaprowadziłem cię do biednych i pozwoliłem ci zobaczyć, co się dzieje wtedy, kiedy ludzie wierzą w moją obecność. Dzisiaj wielu jest ludzi, którzy rozglądają się w poszukiwaniu znaków i cudów. Wiele osób będzie za tobą chodzić w poszukiwaniu uzdrowienia, ale oni mnie nie rozpoznają na ołtarzu. Ja chcę, abyś ty poszła w świat i mówiła ludziom o mojej mocy, jaka jest w Eucharystii. Chcę, abyś mówiła im, by przychodzili i spotykali się ze Mną w Eucharystii, a Ja ich uleczę. Uwolnię ich od ich zniewoleń i obdaruję życiem, które przekracza wszelkie możliwości wyobrażenia.
Przez ostatnie 23 lata wraz z ojcem Kevinem podróżowałam po całym świecie. Podczas tych wizyt – czy to przez telewizję, czy bezpośrednio do ludzi – mówiłam o mocy Eucharystii i widziałam cuda. W Kościele katolickim mamy złożony wspaniały dar. Czy należy się więc temu dziwić, że szatan najbardziej atakuje kapłaństwo i Eucharystię? I że nasi biskupi są atakowani najbardziej przez tych, którzy atakują naszą wiarę? A wszystko po to, aby odciągnąć nas od Jezusa. Czego powinniśmy się spodziewać od Jezusa? Ojciec Kevin i ja chcemy modlić się o wasze uzdrowienie podczas dzisiejszej Eucharystii. Pomimo tego, że jest tu wiele osób, Jezus nie widzi tłumów. Każdego z was widzi pojedynczo. My nie znamy waszych chorób, waszego bólu. Nikt z nas nie wie, co jest waszym osobistym doświadczeniem, przez co przechodzicie właśnie teraz. Ale Jezus będzie patrzył na was i jedyne, czego od was pragnie i żąda – to tego, co miała kobieta, która dotknęła rąbka Jego szaty. Pragnie od nas żywej wiary i nadziei.
S. Briege McKenna OSC
Anna Lasoń-Zygadlewicz: Siostro, jedno pytanie – jak Siostra się modli?Oczywiście najważniejszym punktem mojej modlitwy jest Eucharystia, ale staram się każdego dnia spędzać 2-3 godziny przed Najświętszym Sakramentem. Rozpoczęłam tę praktykę wiele lat temu, gdy otrzymałam charyzmat uzdrawiania. Pojechałam wtedy do klasztoru s. Angeliki w Birmingham w Alabamie, ponieważ byłam przekonana, że muszę się dużo nauczyć o uzdrowieniu. Zabrałam ze sobą 12 książek, przeświadczona, że skoro mam tę posługę podjąć, to muszę wiedzieć wszystko, co na ten temat mówią eksperci. Pierwszy dzień w klasztorze upłynął mi więc na lekturze książki: Wszystkie powody, dla których ludzie nie zostają uzdrowieni, ale następnego dnia rano już nic nie pamiętałam. Przez następne trzy dni powtarzało się to w identyczny sposób. W końcu matka Angelika zaprowadziła mnie przed Najświętszy Sakrament (sama powinnam na to wpaść) i wskazując na Jezusa, powiedziała: „Gdyby Bóg chciał, żebyś była Michaelem Scanlanem lub innym z twoich autorytetów, to by cię nim stworzył. Ale On chciał, żebyś była Briege McKenną, więc tu jest twój Nauczyciel”. Tego dnia zostawiłam książki i postanowiłam, że jeśli tylko będzie to możliwe, to 3 lub więcej godzin będę tu spędzała na osobistej modlitwie. Ta decyzja zmieniła moje życie, a było to już 28 lat temu.
Ludzie czasem pytają: czy modlitwa przychodzi Siostrze łatwo? Oczywiście że nie, bo po pierwsze, nie jest łatwo zostawić za sobą rozproszenia. Nie jesteśmy stacjami radiowymi, żeby móc się wyłączyć z tego, z czego przychodzimy. Ale kocham Pismo Święte, więc sięgam po czytania na dany dzień. Czytam je podczas mszy, a potem jeszcze wielokrotnie modlę się nimi. Odmawiam także różaniec i spędzam czas po prostu siedząc przed Jezusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie. Bardzo wierzę w modlitwę językami. Ten dar jest jak drzewo: jeśli jego korzenie są głębokie, to nawet wtedy, gdy przychodzi wichura – drzewu to krzywdy nie zrobi. Jeśli jednak korzenie są płytko – owszem. Gdy modlisz się językami, modlitwa ta wprawdzie nie przynosi ci satysfakcji, nie tak jak w modlitwie, podczas której mówisz Jezusowi jakieś miłe rzeczy. Ale gdy modlisz się w Duchu, czynisz to całkowicie przez wiarę. I modlitwa ta jest jak korzenie, dzięki którym twoje drzewo rośnie.
środa, 20 kwietnia 2016
Dotyk Boga - internetowe programy: nauczanie i modlitwa o uzdrowienie
Dotyk Boga - nazwa programów przygotowanych przez ludzi ze wspólnoty gliwickiej i prowadzonych przez Michała Świderskiego, jednego z prowadzących modlitwy o uzdrowienie w tej wspólnocie.
Zamieszczane są tam świadectwa uzdrowionych przez Boga ludzi, prowadzona jest również modlitwa o uzdrowienie, a także nauczanie, dotyczące szczególnie prawdy o Bożym pragnieniu uzdrawiania nas.
Polecam!
Oto niektóre programy:
Zamieszczane są tam świadectwa uzdrowionych przez Boga ludzi, prowadzona jest również modlitwa o uzdrowienie, a także nauczanie, dotyczące szczególnie prawdy o Bożym pragnieniu uzdrawiania nas.
Polecam!
Oto niektóre programy:
Dotyk Boga 61: Przemiana myślenia poskutkowała falą uzdrowień.
Dotyk Boga 63: Weekend Uzdrowienia i Mocy. Świadectwa.
Dotyk Boga 65: Świadectwo ocalonego przez Jezusa odc. 2
Nauczanie 22 : 5 lekcji Hioba
niedziela, 6 lipca 2014
Ojciec Daniel Galus - spotkania otwarte wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa
Kazanie o. Daniel Galus 20 lipiec 2013
https://www.youtube.com/watch?v=U3i7LMbY2CY&index=17&list=UUOZvcN7zQbf5kpi321dVcZQ
Spotkanie otwarte wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa 24 maj 2014:
https://www.youtube.com/watch?v=U3i7LMbY2CY&index=17&list=UUOZvcN7zQbf5kpi321dVcZQ
Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa organizuje spotkanie modlitewne, w których uczestniczy kilka tysięcy osób na Górce Przeprośnej w okolicach Częstochowy.
Ojciec Daniel modli się o uzdrowienie, uwolnienie, napełnienie Duchem Świętym, ma charyzmat uzdrawiania, dar poznania, podczas spotkań dokonują się liczne uzdrowienia fizyczne i duchowe, nawrócenia i wyzwolenia z nałogów.
poniedziałek, 24 marca 2014
Ojciec Manjackal - ukochał Polaków - artykuł
Ukochał Polaków jako Naród
Sobota, 8 marca 2014 (11:33)
Z Alicją Czerucką – koordynatorem wszystkich rekolekcji organizowanych z charyzmatykiem o. Jamesem Manjackalem, rozmawia Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz
Polacy przygotowują się do rekolekcji z o. Jamesem Manjackalem, które mają się odbyć w dniach 8-11 maja 2014 roku. Ojciec James wraca do głoszenia rekolekcji po rocznej przerwie spowodowanej chorobą. Dlaczego tak bardzo pragnął, aby to właśnie w Polsce odbyły się te pierwsze po przerwie rekolekcje?
- Ponieważ bardzo ukochał Polaków. Polacy są bardzo spontaniczni i szczerzy. Ojciec Manjackal ukochał nas jako Naród. W Polsce odbyło się 41 rekolekcji, na których było obecnych około pół miliona ludzi.
Są wielkie owoce tych rekolekcji. Wśród Polaków jest bardzo dużo uzdrowień duchowych, fizycznych. Dużo uzdrowień małżeństw, bo były również głoszone rekolekcje małżeńskie. Więc ojciec czuje, że tutaj jest potrzebny. Poza tym, gdy ojciec James ciężko zachorował, Polacy bardzo szybko przesyłali do siebie informację SMS o potrzebie modlitwy za niego. Informacja poszła do zakonów, do kościołów, do grup modlitewnych. Modliła się cała Polska.
Ojciec był w stanie bardzo ciężkim. Profesorowie, lekarze nie dawali nadziei, że w ogóle będzie kiedykolwiek chodził, a jednak modlitwa czyni cuda. Byłam u ojca osobiście i widziałam: leżał jak roślinka, bo był sparaliżowany, a teraz pomału chodzi już o kulach. Tak więc, po pierwsze, już dawno bardzo ukochał Polaków. Po drugie, ten szybki przyjazd do Polski to rodzaj wdzięczności za modlitwę o zdrowie.
Atmosfera podczas spotkań z o. Manjackalem jest zawsze gorąca. Dominują przede wszystkim kierowane do Jezusa prośby uczestników o uwolnienie z nałogów, o nawrócenie dzieci czy współmałżonka, o uzdrowienie wewnętrzne z różnych lęków...
- Ojciec cały czas głosi Słowo Boże. Ma niesamowity dar kaznodziejski. To Słowo Boże naprawdę dociera do ludzi. Nie rozstaje się z Biblią i głosi Słowo Boże z mocą. Wszystko, cokolwiek głosi, odnosi do Pisma Świętego.
Na rekolekcjach zawsze jest modlitwa za ludzi ciężko chorych, gdzie na każdego ciężko chorego człowieka nakłada ręce, a w Polce jest bardzo dużo ludzi chorych na raka. I jest też bardzo dużo uzdrowień. Jest bardzo dużo małżeństw bezpłodnych. Po rekolekcjach często dochodzi do niewytłumaczalnych logicznie uzdrowień. Małżeństwa te często przyjeżdżają na następne rekolekcje z dziećmi. Bardzo dużo ludzi zniewolonych alkoholem zrywa z nałogiem.
Są świadectwa: człowiek, który pił przez 30 lat, po rekolekcjach przestał pić i przestał palić. Ojciec James się po prostu modli. Ma ogromny dar modlitwy. Przed Najświętszym Sakramentem płacze i błaga Pana, żeby ci ludzie zostali uzdrowieni. I naprawdę te cuda się dzieją.
Lilianna – ciężko chora na raka z przerzutami. Siedziała obok mnie na rekolekcjach w Warszawie. Był taki moment właśnie przed Najświętszym Sakramentem, gdzie modliliśmy się wszyscy i każdy nakładał rękę na osobę z lewej strony. Właśnie Lilianna siedziała po mojej lewej stronie. Położyłam na nią rękę, wszyscy się modliliśmy – tak jak każdy potrafi. W pewnym momencie poczułam, że jej głowa robi się gorąca jak ogień. Za chwilę ojciec mówi po imieniu: „Lilianna, Pan Cię uzdrowił”. Lilianna w płacz. Przyjechaliśmy po rekolekcjach do Gdańska, gdzie mieszkamy. Po niedługim czasie Lilianna poszła na badania. Lekarze byli w szoku – komputerowe badanie nie wykazało żadnej choroby. Lilianna jest zdrowa do dzisiaj. A miała w głowie guza – chłoniaka o wzmożonej agresji, którego nie można było usunąć, bo był wpleciony w nerwy. Gdyby go usnąć, to Lilianna by nie chodziła, nie ruszała rękoma. I nie ma tego. Chwała Panu!
Takich historii jest tak dużo, że mogłabym opowiadać cały dzień. Była też na jednych z rekolekcji pani w stanie błogosławionym, u której lekarze stwierdzili, że dziecko będzie chore. Jej rozpacz była ogromna. Ojciec James pomodlił się nad matką i dzieckiem w jej łonie i powiedział: „Dziecko urodzi się zdrowe”. Lekarze w Szczecinie byli przygotowani na to, że po porodzie dziecko będzie musiało mieć natychmiast zrobioną operację. Dziecko urodziło się zdrowe. Operacja nie była potrzebna. Też pamiętam przypadek na rekolekcjach w Ostrołęce, kiedy dziecko miało się urodzić z zespołem Downa, a po rekolekcyjnej modlitwie urodziło się zdrowe. Później rodzice przyjechali na kolejne rekolekcje ze zdrowym dzieckiem.
Łaska uzdrowienia działa też przez media?
- Tak. Gdy ojciec James przyjechał po raz pierwszy do Polski, odwiedził Radio Maryja. Był obecny w audycji prowadzonej przez ojca Grzegorza Moja. W Radiu kilkakrotnie była puszczana modlitwa ojca Jamesa, bo ludzie się wręcz tego domagali. Później słuchacze zgłaszali bardzo dużo świadectw. Jeden ksiądz dał świadectwo, że miał pewne zniewolenie. Po wysłuchaniu przez Radio Maryja modlitwy ojca Jamesa, został uzdrowiony.
Jak wiemy, spotkania z o. Jamesem mają tzw. stałe punkty programu, składają się zawsze z części modlitewnej, w tym także modlitwy o uzdrowienie oraz konferencji skonstruowanej w oparciu o Pismo Święte i nauczanie Kościoła. Myślą przewodnią zbliżających się rekolekcji jest fragment Apokalipsy św. Jana: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21, 5). Czym charakteryzuje się współczesny ruch charyzmatyczny w Polsce i na świecie?
- Niech za przykład posłużą mi rekolekcje, które odbywały się w Ostrołęce i na których było bardzo dużo młodzieży. Podczas Chrztu w Duchu Świętym ojciec na każdego uczestnika nakładał ręce i modlił się o wylanie Ducha Świętego. Na rekolekcjach było dużo zagubionej, zbuntowanej młodzieży. Było gorąco, młodzi mieli krótkie koszulki – było widać, jak młodzi są wytatuowani. Na tatuażach były m.in. widoczne diabły i demony. To było straszne. A jednak wszyscy podchodzili do ojca Jamesa i nakładali sobie medaliki św. Benedykta. Reakcja była mocna.
Młodzi zrobili się pogodni, radośni, dwie godziny tańczyli, szalała cała hala. Po rekolekcjach jeździli po Ostrołęce i śpiewali: „Jezus żyje!”. Ojciec bardzo dużo mówi o okultyzmie. W czasie rekolekcji są wystawiane wielkie kartony i ludzie pozbywają się z domów tych wszystkich masek demonicznych sprowadzanych z Afryki. Gdy ojciec James mówi do ludzi, jakie szkody te rzeczy przynoszą, to ludzie wszystko wyrzucają, pozbywają się amuletów, wisiorów skorpionów czy smoków.
Przynoszą te rzeczy na rekolekcje i wszystko jest potem palone. Tatuaże też nie są obojętne. Zatem ruch charyzmatyczny to w naszych czasach również szczególna walka z okultyzmem. To jest także walka z gender. To są uzdrowienia z homoseksualizmu. Był przypadek, że Polak mieszkający w Szwecji przyjechał specjalnie na rekolekcje ojca Jamesa i ojciec po imieniu do niego powiedział: „Zostałeś uzdrowiony z homoseksualizmu”.
Ruch charyzmatyczny zwalcza modlitwą wszystkie plagi współczesnego świata. Ludzie po rekolekcjach wychodzą nowi. Zaczynają mieć nowe świeże spojrzenie na świat, na sens życia, na Boga. Stają się ludźmi wiary. W 2012 roku, gdy ojciec przyleciał do Gdańska, to jeszcze na lotnisku powiedział, że Bóg chce go już zabrać do siebie. Osoby witające ojca powiedziały: „Będziemy się modlić, aby Pan Bóg zostawił jeszcze ojca dla nas tu, na ziemi”. No i czekamy teraz na majowe rekolekcje. Szczegóły związane z zapisami na rekolekcje można znaleźć na stronie internetowej: parafiamiedzeszyn.pl. Serdecznie zapraszam w imieniu ojca Jamesa.
Dziękuję za rozmowę.
Agnieszka Paprocka-Waszkiewicz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)